Wielkie podziękowania za fantastyczną sesję dla: @wierzba9005 @little_kana @agresywna_sosna @realvibingguytaro – fenomenalne zgranie!
I jeszcze, jedno specjalne podziękowanie dla @wierzba9005 za cudowną oprawę/podsumowanie graficzne smaczków z naszej sesji!
Wstępem słów kilka…
Gdy słońce na pustyni chyliło się powoli ku zachodowi, karawana zatrzymała się po długiej, męczącej podróży i wszyscy jej uczestnicy zabrali się za przygotowywanie obozu. Już zanim zapadł całkowity zmrok, ognisko płonęło wysoko i zmęczeni wędrowcy zasiedli dookoła, wyciągając ręce w stronę ognia. Ciepło płomieni przyjemnie koiło przebijając się przez zimno nocy i wprowadzało w powolny trans wszystkich, którzy czekali aż potrawka w zawieszonym nad ogniskiem kociołku będzie gotowa do spożycia. Jak zawsze w takich chwilach, wyczuwając tę chwilę oczekiwania dzieci opadły przewodnika grupy, błagając o kolejną historię. Przywódca napchał suszonego bakchunu do fajki, przypalił, zaciągnął się i wypuścił powoli dym. Uśmiechnął się w ich stronę: Historię? Niech będzie, posłuchajcie zatem legendy o Czerwonej Wieży, o magii, przygodzie, poświęceniu, oddaniu i o wielkich bohaterach, którzy rzuceni w wir wydarzeń odmienili losy tej krainy. A było to tak…
Stolica Cesarstwa Fueri, Armalia, Koszary
Nasza przygoda rozpoczyna się w koszarach, gdzie po zwykłym dniu treningu sierżant oznajmił, że grupka wyróżniających się w walce wojowników ma stawić się po kolacji w jego biurze. Wśród wskazanych przez niego rekrutów znaleźli się nasi bohaterowie:
(Taro) Ghrodhrar ,,Wieczna Stal” – potężny ork, brabażyńca, wierny i niezwykle oddany wyznawca Boga Tempusa. Nigdyś dzierżący chorągwię nieustraszony wojownik, tylko czekający na okazję żeby wykazać się w bitwie. Dzierży ze sobą wielki młot o dźwięcznej nazwie ,,Head Eater”, który już wielokrotnie udowodnił że niektóre przydomki warto brać dosłownie…

(Wierzba) Luzja– pół-elfka, o bardzo tajemniczej przeszłości. Zwinna w walce, chodź zdecydowanie preferuje trzymać wrogów na dystans. Nie zdradziła zbyt dużo o sobie dla swoich nowych kompanów, ale wygląda na to że ma pewne koneksje i wiedzę na temat półświatka przestępczego i bardzo nietypowy sposób rzucania czarów, który wskazuje na jakiegoś rodzaju pakt…

(Sosna) Baltazar – autognom / konstrukt stworzony przez szalonego gnoma z pozostałości (serca) pewnego paladyna wyznającego Bane’a. Gdy któregoś dnia uzyskał całkowitą świadomość, obchodząc swoje programowanie wyrwał się na wolność i stał się Paladynem Łamiącym Przysięgę. Jest wykonany w całości ze stali, ze zdobnymi motywami z brązu i miedzi. Lubi podjadać stal i złoto w różnych formach.

(Kana) Titu – dhampir, mały futrzasty gnom przypominający z wyglądu kota. Była maskotką pewnej wiedźmy, która w wyniku nieudanego eksperymentu zamieniła ją w żądnej krwi nieumarłą. Chodź jej głód zaprowadził ją w kierunku idealnego w takich wypadkach bufetu – konfliktu zbrojnego- ma całkiem łagodne usposobienie do innych. W walce posługuję się magią druidów.

W czasie kolacji, Baltazar zdołał nawet przehandlować własnej roboty kolczugę za zestaw narzędzi kowalskich. Po krótkiej rozmowie i zapoznaniu, bohaterowie ruszyli na spotkanie z sierżantem. Dowiedzieli się od niego o nowym przydziale do 4-tego Regimentu Cesarskiej Piechoty, i że wymarsz nastąpi o świcie. Głodni przygód, udali się na spoczynek, by o świcie wsiąść na wozy skierowane na południe, nieuchronnie zbliżając się do terenów opanowanych przez buntowników i wyznawców Czerwonej Prorokini. W wozie rzuciła im się w oczy specyficzna dwójka rekrutów, pokrytych tatuażami i którym wyraźnie brakowało kilku palców. Luzja słusznie odgadła, że tatuaże są wyraźnie więzienne, a brakujące członki mogą wskazywać na wykonanie wyroku za kradzież. Po krótkiej wymianie nieuprzejmości, zdecydowali się więcej nie zaprzątać sobie nimi głowy. W czasie, gdy wozy przemierzały dalszą drogę, naszym bohaterom rzuciły się w oczy marne plony, wychudzeni i osłabieni rolnicy oraz popalone i ograbione chałupy – najwyraźniej robota buntowników. Po kilku godzinach jazdy, dojechali do obozu gdzie mieli otrzymać swój pierwszy przydział.
Obóz 4-tego Regimentu Cesarskiej Piechoty
W bramie wejściowej do obozu czekał na nich kwatermistrz prowadzący spis nowych rekrutów. Okazało się, że obecnie coraz ciężej o kompetentnych oficerów i w ,,większości” przypadków poradził sobie nieźle z zapisaniem imion naszych bohaterów. Po uzupełnieniu dokumentacji, wysłał ich na poszukiwanie Kapitana Grafala. Idąc główną aleją, rozglądając się wśród szeregu wojskowych namiotów dojrzeli sympatyczną twarz, machającego do nich z pozdrowieniem pewnego niziołka:
Jofri – opiekujący się zwierzętami, nieśmiały młody chłopak ze swoim pupilkiem na ramieniu, krukiem o imieniu Farad. Szczerze przyznał, że radzi sobie trochę lepiej ze zwierzętami niż z ludźmi – choć dalej nie może oduczyć Farada siarczystych przekleństw, których sporą ilość ptak bardzo szybko podłapał od innych żołnierzy.

Jofri ochoczo zgodził się pomóc i zaprowadzić naszych bohaterów do celu. Po krótkiej, dalszej przechadzce wśród namiotów, dotarli do małego placyku na którym znajdowało się sporej wielkości ognisko, przy którym kapitan smętnym tonem opowiadał wojenne historie dla zebranych wokół ognia żołnierzy. Uwagę przykuwały wyraźnie wóz więzienny, znajdujący się za ich plecami, oraz zdobiony sporej wielkości namiot dowódcy po drugiej stronie placu. Grupa zbliżyła się do ogniska wyłapując kawałek opowiadanej historii.
Historia dotyczyła Far Ahir’a, jednego z wojowników z którymi Kpt. Grafal (Krasnolud) służył w poprzedniej jednostce. Choć zarzeka się że widział jak Ahir ginie w walce, plotka głosi że ma się dobrze i jest jednym z oficerów dowodzących zbrojnym oddziałem oddanym Czerwonej Pani – Synami Litości. Na pytanie kto jest w wozie, odparł: Litość. Zło, które nie powinno chodzić po tym świecie. Ale najwyższe dowództwo ma wobec niej jakieś plany.

Baltazar średnio zainteresowany historią kapitana, postanowił rzucić okiem na stojący z boku wóz. Jego konstrukcja była wykonana z niezwykłą dbałością, ze wzmacnianego drewna i mocnych krat wykonanych z czarnej stali. Przed jego wejściem stało dwóch strażników, ostrzegających aby nie zbliżał się zbyt blisko wejścia. Gdy zawołał do środka, aby sprawdzić kto się w nim znajduje usłyszał szczęk łańcuchów, szelest tkaniny i w okienku ukazała się zakuta w specjalny kaganiec oraz metalowe rękawice przytwierdzone do podłoża kobieta diabelstwo.
Baltazar dowiedział się, że ma na imię Litość. Cóż, tak przynajmniej według niej wołali do niej ludzie których zamordowała. Próbowała w delikatny sposób przekonać go, że powinien ją uwolnić gdyż niczym tak naprawdę nie zawiniła. Wszystko czego chciała, to się trochę rozerwać. A koniec końców Ci których zabiła byli im wdzięczni… za litość. Wydaje się być bardzo intrygująca, ale też niestabilna i ekstremalnie niebezpieczna.

Gdy Baltazar wrócił do ogniska, bohaterowie wspólnie po zjedzeniu kilku kiełbasek z chleba ruszyli do namiotu dowódcy aby otrzymać swój przydział i nowe rozkazy. Mijając pokaźnych rozmiarów sztandar w ikoną gryfa, weszli do środka rozglądając się po wnętrzu. W środku, przy masywnym drewnianym stole nachylony nad rozłożoną mapą strategiczną, w otoczeniu swoich przybocznych czekał na nich Generał Ameer.
Słuchając jego narzekania na braki kadrowe oraz przysyłanie mu ledwie przeszkolonych rolników i bandytów, dowiedzieli się że 4-ty Regiment ma obecnie za zadanie pilnować więźnia zwanego Litość, gdyż przed kilkoma dniami w innym obozie nastąpiła próba jej odbicia. Martwi się jednak, ponieważ jego regiment jest obecnie głównie używany jako źródło uzupełnień dla innych armii walczących bezpośrednio na froncie i zdecydowanie brakuje mu ludzi. Narazie nie miał żadnych konkretnuch przydziałów i prosił bohaterów o cierpliwość, mając nadzieję że nowe rozkazy przyjdą o świcie. Na pytanie co planuje zrobić z więźniem, generał ostrzegł ich że decyzje najwyższego dowództwa nie są w zakresie ich kompetencji.

Nie mając obecnie nic innego do roboty, bohaterowie rozsiadają się znowu wygodnie przy ognisku, wysłuchując dalej bajań kapitana. Słońce powoli zachodziło, gdy niebo przeciął kruk Farad, kracząc i wznosząc głośny okrzyk: KU*WA!
Synowie Litości i obóz w płomieniach
Do nozdrzy bohaterów dotarł zapach spalenizny, gdy nagle dojrzeli słupy dymu wznoszące się nad namiotami w odległej części obozu. Nie czekając dłużej, ruszyli w kierunku zamieszania, kiedy ich uszu dotarły rogi bojowe należące do przeciwników. Zauważyli, że z jednej strony Jofri walczy z palącą się zagrodą próbując ratować obozowe zwierzęta – Titu bez namysłu ruszyła mu z pomocą i przy użyciu magii ugasiła szalejący pożar. Z drugiej strony, aleją wśród namiotów zbliżał się oddział Synów Litości, dzierżący tarcze z emblematem Czerwonej Wieży, w towarzystwie Kapłanki Czerwonej Pani całej w czerwieni, skrywającą twarz za metaliczną maską. Grupa ruszyła do walki, bez większych problemów radząc sobie z przeciwnikami. Ghrodhrar i Baltazar rzucili się do bezpośredniego starcia biorąc na siebie główny żar bitwy, podejmując zakład komu uda się zabić większą ilość wrogów. Luzja i Titu raziły przeciwnika na dystans, wspierane przez przybocznych generała. Wtedy nasz dhampir dojrzał, że bandyci których spotkali w wozie, wykorzystując zamieszanie uwolnili Litość z jej kajdanów, która z wyraźnym rozbawieniem posłała kulę ognia w środek starcia żołnierzy regimentu z buntownikami, natychmiastowo i bez żadnych skrupułów zabiając wielu walczących po obu stronach. Równocześnie, od drugiej strony wjechał nikt inny jak Far Ahir, złej sławy oficer Synów Litości, opancerzony wojownik z wyraźnymi bliznami na twarzy i olbrzymim mieczem. Drużyna przy pomocy przybocznych generała, elitarnych zwiadowców zdołała powalić Ahira, gdy Ghrodhrar zadał mu ostateczny cios pozbawiając go głowy potężnym uderzeniem młota. Niestety, Litość uciekła, wykorzystując poświęcenie jej oddziałów które ruszyły by ochraniać jej odwrót. Drużyna dobiła pozostałych przy życiu przeciwników, rozstrzygając wynik bitwy na swoją korzyść. Baltazar okazał się tym razem skuteczniejszy i pozbawił życia największą ilość wrogów i mimo że Ghrodhrar z początku domagał się dodatkowych punktów za ich dowódcę, uznał jego wygraną.
Gdy kurz bitewny zaczął już na dobre opadać, Baltazar przyłapał Titu na ,,podjadaniu” jednego z wrogów – przy czym zapewnił ją, że jej sekret jest póki co bezpieczny. Po skutecznym zastraszeniu i przesłuchaniu bandytów którzy uwolnili Litość, bohaterowie dowiedzieli się że zapewne zmierza ona w kierunku Czerwonej Wieży, siedziby Prorokini w Sha-Rat – małego miasteczka w górach w którym Czerwona Pani pojawiła się poraz pierwszy, i gdzie wzniesiona została w jej imię pierwsza wieża. Postanowili złozyć raport z przesłuchania dla generała, przekazując wszystkie szczegóły jakich się dowiedzieli.
Bez Litości
Generał Ameer wysłuchał raportu uważnie, rozkładając mapę przed drużyną. Widząc potencjał i wartość bojową tego małego oddziału, zdecydował się powierzyć im misję specjalną. Muszą ruszyć w pogoń za zbiegiem, próbując ją za wszelką cenę ponownie pojmać i zabrać do stolicy. Jeśli okaże się to niemożliwe – zabić. A misja? Nie będzie łatwa. Z każdym kolejnym krokiem bohaterowie będą musieli zagłębić się w terytorium wroga. Pierwszym przystankiem jest miasto Larah, znajdujące się nad rzeką przez którą w głąb krainy prowadzi jedyny most w całej okolicy. Miasto jest już praktycznie w rękach buntowników, podobno zabrali się już nawet za wznoszenie w nim kolejnej Czerwonej Wieży. Lecz na tym nie koniec, jeśli uda im się przedostać przez most, czeka na nich pustynia pełna niebezpieczeństw – podróżujących kultystów, dzikich plemion czy potworów. Jako wsparcie Generał zaoferował im wsparcie jednego ze swoich elitarnych zwiadowców, który ma ich przysposobić i nauczyć obyczajów prostych ludzi i nowej wiary. Czas ucieka, wrogowie rosną w siłę a misja jest prosta: nie wracać ,,bez Litości”…
Po tej krótkiej odprawie, drużyna ruszyła aby przeszukać jeszcze resztki wrogów, zbierając cenne materiały oraz naprawiając przebranie kapłanki – Baltazar znalazł na jej palcu ciekawy pierścień z czerownym rubinem, który to po wyciągnięciu z niego kamienia postanowił schrupać. Próbował również złożyć jej głowę oraz maskę swojemu Bogu (Bane’owi) w ofierze, niestety potykając się narobił sporo hałasu, upuścił głowę w ognisko, a maskę tuż obok – którą potem znalazła Luzja. Musiał zadowolić się sercem, Bane był i tak wyraźnie zadwolony z jego ofiary i modlitwy, zsyłając na Baltazara swoją łaskę.
Reszta w tym czasie przeszukała ciało Far Ahira, znajdując w jego pancerzu umocowany czerwony kamień. Po jego usunięciu, ciało zmarłego wojownika zamieniło się w popiół, a Titu wyczuła z klejnotu ulatniającą się bardzo pierwotną i nietypową magię nekromancji. Udali się po tym w stronę ogniska, gdzie Ghrodhrar zaproponował ochoczo że przygotuje wieczerze i rozpoczął pokaz garnków gotowania. Gdy skuszeni wspaniałym zapachem inni żołnierze (na czele z kapitanem) zblizyli się do ognia, poczęstował również i ich szybko preparując dodatkowe porcje korzystając ze swoich zapasów – nie zostanie mu to zapomniane. Baltazar próbował nawet zadbać o małą rozrywkę rzucając kilka sucharów, co widząc i wyczuwając ich słabe działanie w biegu podłapał Ghrodhrar, i w celu wsparcia zaczął skrupulatnie wyjaśniać jeszcze pogarszając ich efekt.
Jak potoczyła się reszta nocy? Warto tylko dodać, że było limbo (które Ghrodhrar ma we krwi), backflipy, żonglowanie morderczymi pochodniami i śmiech bez końca. Chwila zabawy, moment rozluźnienia przed tym, co czeka ich wkrótce…
Koniec Aktu 1

Co do tego co podobało mi się na sesji najbardziej z sytuacji, to to kuszenie przez Litość. Nagradzanie za krytyki i karanie, no i najważniejsze. Miłe jest to, że poświęcać starasz się innym czas, aby każdy go miał. Chęć do słuchania, kreatywność, oraz samo prowadzenie, nawet oklepanych motywów w twoim wykonaniu daje tonę przyjemność. Bardzo dobrze budujesz napięcie jak masz trochę czasu. Powołanie do przygody nastało, więc trzeba odpowiedzieć na jej zew.
Tak trzymaj!